Kwietniowy wypad…

Kwietniowy wypad nad naszą ulubioną wodę.

Trochę melancholijnie dzisiaj :). Nie wiem jak Wy, ale ja z wędkarstwa czerpię radość przebywania na łonie natury, spokój, spotkanie z Kolegą, ucieczkę od spraw dnia codziennego. Ryby w pewnym momencie schodzą na dalszy plan, są wisienką na torcie, miłym dodatkiem do fantastycznie spędzonego czasu. Często do wędkarstwa podchodzimy technicznie. Drogi sprzęt, wymyślne zanęty, elektronika, masa rzeczy jakie zabieramy nad wodę aby złapać rybę. Czy to jest potrzebne. Zapewne sporo osób powie, że tak, że cel uświęca środki. Tylko jaki to ma być cel ? Pewnie dla każdego inny. Jedni jadą po ryby, inni na ryby, jedni zostawiają porządek na stanowisku, inni traktują wodę jak wysypisko. Lubię wędkować, lubię czuć rybę na haku, lubię adrenalinę temu towarzyszącą, lubię ogień zapału przed wyprawą i dym porażki po, lubię układanie planu. Lubię to i sprawia mi to niezwykłą frajdę. Ale najbardziej uwielbiam widok wody, bryzę na twarzy, ciepłe promienie słońca po zimnej nocy, smak samodzielnie przygotowanych potraw, ciepło bijące od palącego się drewna, przekomarzanie z kolegą. To jest esencja mojej przygody z wędką.

Pierwsza zasiadka 2019 na cokolwiek (choć oczywiście karp lub amur byłby pożądany)

fishcamp.pl 
#Fishcamp.pl W końcu. Tyle miesięcy czekania. Pierwszy wypad nad nasz ulubiony zbiornik. Cisza, spokój.

Praktycznie zero przygotowań. Bez planu zasiadki. Delikatne nęcenie kukurydzą i kulkami. Na haczyk kuku i biały. Zestawy w wodzie. Czytaj dalej